Katarzyna Bonda na Gwiazdkę

bombka-bonda copyJak najchętniej spędzasz święta Bożego Narodzenia: tradycyjnie, rodzinnie czy może wolisz uciec do ciepłych krajów i przeleżeć je na plaży z drinkiem w ręku?

Dopóki nie miałam dzieci, z radością wyjeżdżałam – ale wcale nie do ciepłych, lecz często bardzo zimnych krajów, na przykład na Syberię, gdzie w środku zimy było w najcieplejsze dni 38 stopni mrozu. Mam na koncie wigilię w Pekinie, sylwestra na granicy mongolsko-rosyjskiej w najstraszniejszej poradzieckiej rzeczywistości – w miejscowości Nauszki, gdzie zamiast konfetti walały się w Nowy Rok psie głowy (bo z reszty psiego truchła robią tam sobie czapki), ale też była Ukraina, Nowy Jork, Tajlandia i Portugalia. Teraz spędzam ten czas z rodziną, w bardzo okrojonym gronie, bez ciotek i przyszywanych kuzynek, ponieważ święta to czas na wyciszenie i bycie zen, a nie obżarstwo i wysłuchiwanie kazań od obcych de facto ludzi. Na plaży spędzam czas zawsze chętnie, ale nie znoszę tłumów i sztucznej radości, więc bywam tam w każdym innym terminie (niekoniecznie pijąc drinki z parasolką). Nie czuję się też w obowiązku przed świętami gdziekolwiek uciekać.

Ulubiony i znienawidzony obowiązek przedświąteczny. Gotowanie, sprzątanie, ubieranie choinki, zakupy świąteczne, a może jeszcze coś innego?

Lepienie pierogów mnie nudzi, więc zamawiam je u osób, które są w tej materii znacznie lepsze ode mnie. Nie jadam karpia w galarecie ani w żadnej innej postaci, ale za barszcz czerwony (u mnie na wigilii je się typ ukraiński, z fasolą i kapustą) dałabym się pokroić. Jestem mistrzynią tej zupy, podobnie jak ryby po grecku i kutii, którą zresztą robię tylko ze względu na mamę, gdyż sama przedkładam nad nią śledzie w każdej postaci (gdybym mogła, miałabym śledziowy tort na urodziny). Do sklepów nie chodzę, gdyż przerażają mnie zmultiplikowani święci Mikołaje na każdym rogu i komercyjne kolędy (kiedyś napiszę horror w tym klimacie, słowo zucha), więc wszystkie prezenty dla bliskich zamawiam przez Internet. Przed świętami nie ma dnia bez wizyty listonosza, którego z tego miejsca pozdrawiam, bo nawet wielkogabarytowe przedmioty musi przynosić mi pod same drzwi. Sprzątanie to moje hobby. Cały czas muszę coś odgruzowywać, wyrzucać, przestawiać i usuwać, bo strasznie bałaganię, z tego też tytułu przed świętami zamawiam do pomocy ekipę sprzątającą i mam chwilowy „błysk” – jest to świąteczny rytuał, który bardzo lubię. Wejście w Nowy Rok z czystym kontem to jeden z prawosławnych przesądów, który Państwu polecam. Same święta bardzo lubię, głównie za to, że mogę wtedy bywać w cerkwi na świątecznych liturgiach, które są wyjątkowe (bardzo dobrze na mnie działa medytacja w trakcie liturgii; prawosławne zaklęcia doskonale koją skołatane nerwy), oraz za możliwość spania aż do obiadu. Zamiast strojenia się w święta, jak czynią normalni ludzie, chodzę całymi dniami w piżamie i czytam masowo książki – głównie nocą, do świtu.

Skoro już mowa o czytaniu w święta. Czy obdarowujesz bliskich książkami i czy twoim zdaniem książka jest postrzegana jako dobry prezent?

Nie ma lepszego prezentu niż książka. Nadaje się dla każdego i na każdą okazję. W moim przypadku istnieją jednak wyjątki – książka każda, w każdych ilościach jest OK, byle nie kucharska, celebrycka lub poradnik, jak przypudrować nosek ani też nie humanistyczna encyklopedia sportu czy atlas grzybów (zresztą już mam). Mówimy tylko o literaturze pięknej! Nie rozumiem, dlaczego święta miałyby być wyjątkiem od tej reguły. Poza książką jako prezent dla kobiety równie dobre są jeszcze, rzecz jasna, diamenty, choć świetna literatura razem z diamentami czyni Gwiazdkę wyjątkowo udaną.

W takim razie może nam zdradzisz swoje plany czytelnicze na przyszły rok?

Oto lektura obowiązkowa: ISIS. Państwo islamskie Benjamina Halla to książka, którą każdy w dzisiejszych czasach powinien znać, zwłaszcza po zdarzeniach w Paryżu. Poza tym polecam też książki Michaela Koryty, np. Pod cyprysami. Świetne i genialnie napisane. Nie rozumiem, dlaczego autor nie jest u nas w Polsce popularny. Na Zachodzie sprzedaje się w milionach egzemplarzy i wcale się temu nie dziwię.

Wracając do prezentów Gwiazdkowych. Jaki był twój ulubiony, najbardziej zaskakujący, zapadający w pamięć upominek gwiazdkowy z czasów dzieciństwa i z czasów dorosłości?

W dzieciństwie dostałam kolosalną maskotkę psa Ferdynanda z popularnej wówczas bajki; był ode mnie wyższy o dwie głowy. Okrutnie się go bałam. Za czasów dorosłości dostałam kiedyś najstraszniejszy prezent – rakietę do składania od mojego ex, a ponieważ nie gustuję ani w militariach, ani w modelarstwie, nic dziwnego, że musieliśmy się rozstać. Od tamtej pory wszystkie prezenty zamawiam u bliskich i nienawidzę niespodzianek.

Czy byłaś grzeczna w tym roku i spodziewasz się góry prezentów pod choinką?

Zawsze jestem grzeczna, więc czy święta, czy nie – prezentów mi nie brakuje. A jeśli ktoś by o mnie zapomniał, sama sobie kupię w prezencie to, czego mi trzeba. Nie jestem zwolennikiem karania samego siebie, przeciwnie. Rozpieszczanie siebie, wybaczanie własnych błędów i nagrody za dobrze wykonane zadanie to podstawa higieny psychicznej i gwarant poczucia własnej wartości.

O czym marzy Sasza Załuska? Co chciałaby znaleźć pod choinką?

Pierścionek zaręczynowy od Ducha, ale się do tego w życiu nie przyzna i nie doczeka (a on sam się nie domyśli). Dostanie za to najnowszy brytyjski program do profilowania geograficznego (co ją rozwścieczy, bo nie znosi tej gałęzi profilowania i nie jest w nim mistrzynią, więc będzie zmuszona się w tej dziedzinie podszkolić) oraz lornetkę noktowizyjną, gdyż obie rzeczy potrzebne jej będą w pracy nad sprawą opisywaną w Lampionach. Sama sobie kupi zieloną sukienkę, ale nie będzie miała gdzie ją założyć.

Jakie życzenia świąteczno-noworoczne chciałabyś złożyć swoim
czytelnikom?

Życzę Państwu spokoju, dbałości o poczucie bezpieczeństwa i dużo zdrowia. Szczęście też by się przydało, bo ciężka praca, jaką wykonujemy cały rok, odzwyczaja nas często od tego, by pamiętać, że warto marzyć o rzeczach wielkich, ważnych i niezwyczajnych (a potem realizować te pragnienia). Ponadto zmiany, to winien być nasz chleb powszedni, gdyż tylko zmiana posuwa świat do przodu i rozwija. Ale kiedy pojawią się już niespodzianki, trzeba mieć szczęście, siłę i twardy grunt pod nogami, by opacznie nie destruować spokojnego życia, które samo w sobie jest wartością i należy je doceniać. Dlatego spokój i łut szczęścia jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Na Titanicu też byli wszyscy zdrowi i bogaci. Niech się wam po prostu darzy.

 

Rozmowę z Katarzyną Bondą przeprowadziła Magda Drogoś- Kraszewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *